Nic specjalnego. Wheeler 800 z 90's odnowiony przez warsztat rowerowy.
Dzięki za konkretną rozpiskę. Nie miałem pojęcia że tyle się zmieniło przez te dekady.
Pytanie jak starego
Nic specjalnego. Wheeler 800 z 90's odnowiony przez warsztat rowerowy.
Pytanie jak starego
Jak starego, to trudno powiedzieć.
Starszego niż te lata 90te"+" to bym nie brał.
No jak z lat 90. to raczej nie tarczowe hydaruliki, to był top topów wtedy, nawet w 2000.Jacek 1972t pisze: ↑05 maja 2026, 06:39... fajnie gdyby był wyposażony w hamulce tarczowe - hydrauliczne, przerzutki 3x9, jeśli chodzi, o mniejszą ilość tarcz (jedną lub dwie) to się nie wypowiem bo nie wiem.
Leszek Mikołajczak pisze:Kiedyś, jakieś... 50 kilogramów temu, uwielbiałem jeździć na rowerze.
Pomyślałem więc, że może warto do tego wrócić, zanim zacznę starzeć się szybciej w obwodzie niż w metryce. No i zatęskniłem za lasem.
No to człowiek siadł do internetu. Pół miesiąca szukania. Filmy, rankingi, testy, eksperci, influencerzy, bikefitting, geometrie ram, rodzaje karbonu, kąty główki, rodzaje osi, standardy których nazw nawet nie pamiętam. W końcu coś kupiłem i od kilku tygodni jeżdżę.
Ale algorytmy dalej próbują mi wmówić, że bez roweru za cenę używanego samochodu właściwie nie mam prawa istnieć.
I tak sobie myślę... kurde, kiedyś to jednak było prostsze.
Kiedyś wystarczyła stalowa sztywna rama i dwa koła. Dzisiaj jak nie masz karbonu wzmacnianego wyjebolitem tkanym przez amazońskie jedwabniki, to podobno nie pojedziesz dalej niż do Żabki.
Hamulce? Panie... kiedyś wystarczył jako tako działający V-brake na tył i dobre trampki. Dzisiaj jak nie masz hydrauliki i tarcz z wibranium wydobywanego we Wakandzie, to przy zjeździe z górki wielkości leżącego policjanta podobno kończysz w prosektorium.
Kiedyś brało się rower po ojcu albo starszym bracie. Nieważne, że był pół metra za duży albo trzy numery za mały. Siadałeś i jechałeś.
Dzisiaj bikefitting co do milimetra, bo jak siodełko będzie o pół stopnia źle ustawione, to podobno pierdolnie ci nerw łokciowy w nadgarstku i będziesz srał bokiem do końca życia.
I żeby było jasne. Ja nie jestem przeciwko postępowi. Fajnie, że sprzęt jest lepszy. Fajnie, że wiedza poszła do przodu.
Tylko mam wrażenie, że strasznie wszystko sobie skomplikowaliśmy. W każdej dziedzinie.
Już nigdzie nie ma amatorów. Wszędzie musi być PRO. Hobby przestało być hobby. Teraz każde zainteresowanie wygląda jak przygotowanie do mistrzostw świata albo rekrutacja do NASA.
Kiedyś człowiek potrzebował roweru, żeby jeździć.
Dzisiaj potrzebuje jeszcze fittingu, aplikacji, kanału na YouTube, trzech ekspertów z Reddita i opinii gościa w obcisłych gaciach za 1200 zł, żeby w ogóle uznać, że wolno mu zacząć.
A prawda jest taka, że chiński rower kupiony „na oko”, z uniwersalnym siodełkiem też jedzie.
Las pachnie tak samo.
Błoto smakuje tak samo.
A frajda? Chyba nawet większa.
To raczej nie jest prawdaA prawda jest taka, że chiński rower kupiony „na oko”, z uniwersalnym siodełkiem też jedzie.
Tą samą logikę można odnieść do winyli.
Ależ pewnie że tak!
Do Favoritki może nie, ale do Lancii Delta albo Audi Quattro mooooże?