JAZZ CAFE - czego słuchamy

Wszelkie tematy związane z płytami winylowymi
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
piotrjazz
Posty: 4420
Rejestracja: 11 maja 2019, 23:20

Re: JAZZ CAFE - czego słuchamy

#2446

Post autor: piotrjazz »

Count Basie/Kansas City 3
For The Second Time

https://www.discogs.com/release/5347130 ... econd-Time
20220218_103659.jpg
Accuphase DP-400, Reimyo DAP-999EX
Accuphase E-280, Harbeth C7ES-3 XD
Awatar użytkownika
darkman
Posty: 16718
Rejestracja: 02 paź 2015, 09:23
Gramofon: PL70LII, PSX60
Lokalizacja: Topanga Corral
Kontakt:

Re: JAZZ CAFE - czego słuchamy

#2447

Post autor: darkman »

SimonTemplar pisze:
18 lut 2023, 22:19
Fakt, mocno popłynął, zajebiście popłynął :clap:
Dolphy to z nią jakoś tak wtedy do Europy podróżował szukając zrozumienia bo tego materiału to nawet w stanach nie łapali o co kaman :lol:
Eric Dolphy – Out To Lunch!
:D
W życiu zawsze coś ma swój kres. Przychodzi czas na strzemiennego. To dobry obyczaj jeszcze z czasów napoleońskich. Kończ Waść sobie pomyślałem i wstydu oszczędź.

Hm, mam dwie wiadomości. Obie dobre.
Co prawda dla Dolphy'ego ale niesmak i tak pozastanie.

Pierwsza to taka, że pojechał do Europy jako zakontraktowany sideman Mingusa, choć nie grał już wtedy w jego combo. Jednak praca to praca. Minugus lubił Erica i niesamowicie szanował jego styl gry.
Praca!
Praca nie jest po to żeby się lubić, tylko po to by pracować. Zatem pojechał.
Np:
"Po wyjściu ze studia Blue Note'u – Van Gelder Studio - w Englewood Cliffs w New Jersey, Dolphy zagrał jeszcze na płycie Andrew Hilla „Points Of Departure” i wyjechał z Charlesem Mingusem do Europy, gdzie zamierzał zatrzymać się na stałe."

.. nie bardzo miał czas by na moje oko i ucho, czekać by dowiedzieć się czy w Stanach wiedzą "o co kaman"? Nie znam źródła, które potwierdzałoby tezę złego przyjęcia ww płyty przez amerykańską publiczność.

Eric planował osiąść na stałe w Paryżu z prozaicznej ale jakże ważkiej przyczyny. Otóż zamierzał wstąpić w związek małżeński. Z kim? A jakże z kobietą przecież! Eric był hetero, a nowoczesne i tolerancyjne ruchy społeczne nie były jeszcze wówczas tak modne jak obecnie.
Kobieta, piękna nota bene, nazywała się Joyce Mordecai i była tancerką w balecie oraz, a może przede wszystkim narzeczoną Erica.
Ten zaś miał kilka gigs w Berlinie, a po zakończeniu zobowiązań u Mingusa był już umówiony z Albertem Aylerem na wspólne nagrania. Eh.. miało się dziać! I to jak łatwo się domyślić niebanalnie. Eric jednak do Paryża nie dotarł. Zmarł nagle w Berlinie. Przyczyną była nierozpoznana podobno cukrzyca, zaś w szpitalu wizęto go za narkomana.
Joyceline dożyła do 1995 roku. Eric dziś byłby sporo po 90tce.

"John Coltrane powiedział o Dolphym, z którym współpracował na początku lat 60.: „Cokolwiek powiem, nie uda mi się wyrazić tego, co czuję. Mogę tylko powiedzieć, że moje życie było znacznie bogatsze dzięki znajomości z nim. Był jednym z największych ludzi jakich znałem – jako muzyk i jako człowiek”

Nie znałem, rzecz jasna Johna ani Erica ale mogę tylko powiedzieć, że moje życie było znacznie bogatsze dzięki nagraniom Johna Coltrane'a i Erica Dolphy'ego, a zwłaszcza płyty Out To Lunch, jak i wielu innych.

cyt:
"„Out to Lunch” to album wybitny. Niełatwy, a mimo to nigdy nie słyszałem, żeby ktokolwiek powiedział, że jest za trudny, za skomplikowany, czy niezrozumiały. Wymaga jedynie poświęcenia mu odrobiny uwagi. To album, który każdy fan jazzu powinien znać na pamięć, niezależnie od tego, czy słucha wyłącznie późniejszego free-jazzu – wtedy to będzie element poznawania źródeł, czy be-bopu, którego wyznacza symboliczny koniec, pokazując zarazem, że free wywodzi się z muzycznej tradycji a nie powstało w próżni. Tym łącznikiem są liczne odniesienia do Charlesa Mingusa i nieco bardziej tradycyjna gra Freddie Hubbarda, reszta to nadzwyczajna muzyczna wyobraźnia lidera.

RadioJAZZ.FM poleca!
Rafał Garszczyński
"
Ano i ja też Panie Rafale nigdy nie słyszałem do teraz. Tośmy się doczekali! :cry:

Druga dobra wiadomość koledzy jest taka, że to mój strzemienny post w Jazz Cafe. Ostatni, bo mój czas tutaj, uznałem minął. Wolę się usunąć niż miałbym się z kimś poróżnić lub go urazić.
Wątek choć bardzo dobry i nośny ostatnio się zapętlił i zjada swój ogon. Przestałem zamieszczać też swoje płyty bo jakoś zagubiłem sens. Wątek idzie w kierunku bycia forpocztą jedynych słusznych wytwórni, serii i reedycji. Kreuje sztuczną wartość muzyki poprzez lada jakie nagrania spod dużego palca byle miały tag doskonale brzmiących. Zresztą ten rodzaj prezentacji powiela tematy poszczególnych wytwórni/label i tam jest lepsze miejsce dla wielu z prezentowanych płyt. Na dłuższą metę obniża to znacznie wartość merytoryczną wątku, a zaczyna być nudne, żeby nie powiedzieć wybaczcie, żałosne.
Dzięki za razem spędzone chwile i do zobaczenia na innych łamach forum. Zapewne w jakimś wątku o proweniencji jazzowej. To na pewno.

Z drugiej strony, może to i dobre takie klikanie pt "kupiłem i chcę się pochwalić. Czemu nie? Dla mnie to tyleż bezrefleksyjne co i bezduszne. jedno jest jednak pewne koledzy:
Miles Lives! Bird Lives!
Serdeczności i pa!
`d
Awatar użytkownika
SimonTemplar
Posty: 4183
Rejestracja: 24 gru 2015, 14:28
Lokalizacja: UK

Re: JAZZ CAFE - czego słuchamy

#2448

Post autor: SimonTemplar »

Pisałem i pisałem. Długo pisałem. I się poddałem.
To zabolało. Mnie personalnie zabolało bo w końcu mnie zacytowałeś. Nudny? Żałosny? Chwalenie?
Tak siedzę i myślę…. Kurna! Może masz rację! Jaki :hand: jest sens wstawiać te wszystkie wypasione, często drogie płyty i zachwalać jak to one zajebiście grają? Zawalmy temat szmelcem a’la WAX TIME rus DOLLe. Niech się rozniesie po necie jakie cuda winyl.net proponuje. I jak tanio. Ale zaraz zaraz. Jaki to cel miał ten wątek co go z Piotrem zakładaliśmy? :think:
Ja mam czyste sumienie. Wiem co słucham a tym bardziej biorę odpowiedzialność za to, co polecam i z czym mam problem bo i takie wpisy miałem. W necie nic nie ginie.
Strzemienny? Zdecydowanie wolałbym brudzia :D Cenię sobie Twoje wisy. Wiesz to choć nie zawsze ze wszystkimi się zgadzać muszę. Szkoda że ich już nie będzie bo często dopełniały te nudne przechwałki ;)
:obscene-drinkingbuddies:
darkman pisze:
24 lut 2023, 22:27
SimonTemplar pisze:
18 lut 2023, 22:19
Fakt, mocno popłynął, zajebiście popłynął :clap:
Dolphy to z nią jakoś tak wtedy do Europy podróżował szukając zrozumienia bo tego materiału to nawet w stanach nie łapali o co kaman :lol:
Eric Dolphy – Out To Lunch!
:D
Co do mojego wpisu o Dolphym. Namęczyłem się ale chyba znalazłem skąd to wziąłem. Pamięć trochę zawodna ale dużo nie przekręciłem. Swoją drogą ciekawa recenzja. Warto się zapoznać.

"...Wkrótce po zarejestrowaniu Out to Lunch i wzięciu udziału w powstaniu Point of Departure Andrew Hilla, wiosną, Dolphy wyruszył z sekstetem Charlesa Mingusa do Europy, gdzie zapragnął osiedlić się wraz ze swoją narzeczoną, Joyce Mordecai, tancerką baletową występującą na estradach Paryża. Jedną z przyczyn podjęcia tej decyzji był fakt, że w Stanach Zjednoczonych bywał bardzo mocno krytykowany za swój unikalny sposób gry i trudno było mu zarobić na utrzymanie oryginalną muzyką, jaką proponował. Jak gorzko wyznawał jeszcze przed opuszczeniem Ameryki: „Wybieram się do Europy, gdzie trochę pomieszkam. Dlaczego? Dlatego że grając tam swoją muzykę mogę znaleźć znacznie więcej ofert pracy, poza tym kiedy starasz się zrobić coś odmiennego w tym kraju, ludzie cię za to skrytykują”[7]. Stąd właśnie po zakończeniu trasy koncertowej u boku sławnego kontrabasisty pozostał w Europie, gdzie występował z wieloma muzykami, tak amerykańskimi (Donald Byrd, Nathan Davis), jak i europejskimi (Misha Mengelberg, Han Bennink). Sporo też planował, dla przykładu zamierzał nawiązać współpracę z innymi awangardzistami, Albertem Aylerem i Cecilem Taylorem..."
https://artrock.pl/recenzje/53058/dolph ... lunch.html
Awatar użytkownika
Mich.G
Posty: 246
Rejestracja: 09 gru 2022, 19:41
Gramofon: Brinkmann

Re: JAZZ CAFE - czego słuchamy

#2449

Post autor: Mich.G »

darkman pisze:
24 lut 2023, 22:27
SimonTemplar pisze:
18 lut 2023, 22:19
Fakt, mocno popłynął, zajebiście popłynął :clap:
Dolphy to z nią jakoś tak wtedy do Europy podróżował szukając zrozumienia bo tego materiału to nawet w stanach nie łapali o co kaman :lol:
Eric Dolphy – Out To Lunch!
:D
W życiu zawsze coś ma swój kres. Przychodzi czas na strzemiennego. To dobry obyczaj jeszcze z czasów napoleońskich. Kończ Waść sobie pomyślałem i wstydu oszczędź.

Hm, mam dwie wiadomości. Obie dobre.
Co prawda dla Dolphy'ego ale niesmak i tak pozastanie.

Pierwsza to taka, że pojechał do Europy jako zakontraktowany sideman Mingusa, choć nie grał już wtedy w jego combo. Jednak praca to praca. Minugus lubił Erica i niesamowicie szanował jego styl gry.
Praca!
Praca nie jest po to żeby się lubić, tylko po to by pracować. Zatem pojechał.
Np:
"Po wyjściu ze studia Blue Note'u – Van Gelder Studio - w Englewood Cliffs w New Jersey, Dolphy zagrał jeszcze na płycie Andrew Hilla „Points Of Departure” i wyjechał z Charlesem Mingusem do Europy, gdzie zamierzał zatrzymać się na stałe."

.. nie bardzo miał czas by na moje oko i ucho, czekać by dowiedzieć się czy w Stanach wiedzą "o co kaman"? Nie znam źródła, które potwierdzałoby tezę złego przyjęcia ww płyty przez amerykańską publiczność.

Eric planował osiąść na stałe w Paryżu z prozaicznej ale jakże ważkiej przyczyny. Otóż zamierzał wstąpić w związek małżeński. Z kim? A jakże z kobietą przecież! Eric był hetero, a nowoczesne i tolerancyjne ruchy społeczne nie były jeszcze wówczas tak modne jak obecnie.
Kobieta, piękna nota bene, nazywała się Joyce Mordecai i była tancerką w balecie oraz, a może przede wszystkim narzeczoną Erica.
Ten zaś miał kilka gigs w Berlinie, a po zakończeniu zobowiązań u Mingusa był już umówiony z Albertem Aylerem na wspólne nagrania. Eh.. miało się dziać! I to jak łatwo się domyślić niebanalnie. Eric jednak do Paryża nie dotarł. Zmarł nagle w Berlinie. Przyczyną była nierozpoznana podobno cukrzyca, zaś w szpitalu wizęto go za narkomana.
Joyceline dożyła do 1995 roku. Eric dziś byłby sporo po 90tce.

"John Coltrane powiedział o Dolphym, z którym współpracował na początku lat 60.: „Cokolwiek powiem, nie uda mi się wyrazić tego, co czuję. Mogę tylko powiedzieć, że moje życie było znacznie bogatsze dzięki znajomości z nim. Był jednym z największych ludzi jakich znałem – jako muzyk i jako człowiek”

Nie znałem, rzecz jasna Johna ani Erica ale mogę tylko powiedzieć, że moje życie było znacznie bogatsze dzięki nagraniom Johna Coltrane'a i Erica Dolphy'ego, a zwłaszcza płyty Out To Lunch, jak i wielu innych.

cyt:
"„Out to Lunch” to album wybitny. Niełatwy, a mimo to nigdy nie słyszałem, żeby ktokolwiek powiedział, że jest za trudny, za skomplikowany, czy niezrozumiały. Wymaga jedynie poświęcenia mu odrobiny uwagi. To album, który każdy fan jazzu powinien znać na pamięć, niezależnie od tego, czy słucha wyłącznie późniejszego free-jazzu – wtedy to będzie element poznawania źródeł, czy be-bopu, którego wyznacza symboliczny koniec, pokazując zarazem, że free wywodzi się z muzycznej tradycji a nie powstało w próżni. Tym łącznikiem są liczne odniesienia do Charlesa Mingusa i nieco bardziej tradycyjna gra Freddie Hubbarda, reszta to nadzwyczajna muzyczna wyobraźnia lidera.

RadioJAZZ.FM poleca!
Rafał Garszczyński
"
Ano i ja też Panie Rafale nigdy nie słyszałem do teraz. Tośmy się doczekali! :cry:

Druga dobra wiadomość koledzy jest taka, że to mój strzemienny post w Jazz Cafe. Ostatni, bo mój czas tutaj, uznałem minął. Wolę się usunąć niż miałbym się z kimś poróżnić lub go urazić.
Wątek choć bardzo dobry i nośny ostatnio się zapętlił i zjada swój ogon. Przestałem zamieszczać też swoje płyty bo jakoś zagubiłem sens. Wątek idzie w kierunku bycia forpocztą jedynych słusznych wytwórni, serii i reedycji. Kreuje sztuczną wartość muzyki poprzez lada jakie nagrania spod dużego palca byle miały tag doskonale brzmiących. Zresztą ten rodzaj prezentacji powiela tematy poszczególnych wytwórni/label i tam jest lepsze miejsce dla wielu z prezentowanych płyt. Na dłuższą metę obniża to znacznie wartość merytoryczną wątku, a zaczyna być nudne, żeby nie powiedzieć wybaczcie, żałosne.
Dzięki za razem spędzone chwile i do zobaczenia na innych łamach forum. Zapewne w jakimś wątku o proweniencji jazzowej. To na pewno.

Z drugiej strony, może to i dobre takie klikanie pt "kupiłem i chcę się pochwalić. Czemu nie? Dla mnie to tyleż bezrefleksyjne co i bezduszne. jedno jest jednak pewne koledzy:
Miles Lives! Bird Lives!
Serdeczności i pa!
`d
darkman nie dworuj sobie z nas Waść. ja wiem pogoda dziś chujowa, ale i ona znajdzie kiedyś swój kres. Bardzo lubię ten wątek, ale musi być kompletny, czyli z Twoim udziałem. Tak więc dość pierdolenia robota czeka :)
Brinkmann Bardo(Trant)/Brinkmann 12.1/Skyanalog G2Mk2/P1-G/Dynavector Karat17 DX/Denon 103/Denon 103C1/Brinkmann Fein/Benchmark LA4/Benchmark AHB2/Benchmark DAC3B/432 EVO/Harbeth SHL5 XD/Ton Trager.
Awatar użytkownika
kukiz 30
Posty: 2127
Rejestracja: 18 wrz 2016, 16:05
Lokalizacja: dolnośląskie

Re: JAZZ CAFE - czego słuchamy

#2450

Post autor: kukiz 30 »

Podzielam zdanie bo to sama przyjemność czytać "Darka" :mrgreen: Tyle tu historii że palce lizać. Deliszis :!:
Roksan Caspian M2,
Sony PS-X6,2xPCM56 DAC by Martynka,Yamaha cdx-10,Infinity RS-4000.
Awatar użytkownika
kinky
Posty: 4541
Rejestracja: 24 cze 2021, 19:48
Gramofon: Philips 5877
Lokalizacja: Konin

Re: JAZZ CAFE - czego słuchamy

#2451

Post autor: kinky »

darkman pisze:
24 lut 2023, 22:27
Serdeczności i pa!
No weź, Darku... nie rób nam tego... Liczyłem na więcej nauczania o jazzie, a tu czytam, że już wcale nie będzie???
Strata by to była dla wątku niepowetowana... Liczę(my?) na zmianę decyzji :)
Philips 5877 - [MiBoxS-Fiio D03] - Tensai TA-2045 - Dali 104
Panasonic XR45/CD S65 - Jamo Studio 160
Technics EX510/CD PG580A - Altus 120A
Awatar użytkownika
Szelak
Posty: 1662
Rejestracja: 17 maja 2022, 11:14
Gramofon: Adam GS424/Lenco L75
Lokalizacja: Warszawa

Re: JAZZ CAFE - czego słuchamy

#2452

Post autor: Szelak »

Wątek cenny, bardzo dużo się z niego nauczyłem. Dał mi drogowskaz. Jednak w ostatnim czasie nie zaglądam tu z takim przejęciem jak na początku. Tak jak w przypadku Erica Dolphiego (rozkłada tu praktycznie większość płyt na łopatki), tylko w odwrotną stronę, na 3/4 tytułów nie patrzę już tu tak entuzjastycznie. Wiem, że wydane najlepiej jak to tylko możliwe, wiem, że obi, że Top pressing, i takie tam, ale muzycznie to już może być różnie. Klimaty? Często takie do kotleta. Wątek zaczął przypominać niejakiego Majkela z Niemiec.
Awatar użytkownika
pablos
Posty: 1184
Rejestracja: 21 paź 2019, 19:00
Gramofon: Luxman PD-444
Lokalizacja: Rumia

Re: JAZZ CAFE - czego słuchamy

#2453

Post autor: pablos »

Ja się na jazzie nie znam, ale dzięki Wam poznaję. To wspaniała podróż :dance:
Często czytam wpisy i bez komentarza podziwiam i staram wyłapać coś dla siebie. Czy to wydanie czy tamto - to jest też ciekawe,.które co wnosi. Muzyka sama dla siebie, a jakże również.
Darek, zawsze ciekawie się czyta twoje wpisy, czasami trzeba przeczytać kilka razy by wyłapać co i jak ;) , ale wartość ich jest niemierzalna jak i wielu innych autorów wątków. Czasami zbacza temat , ale chyba to jest jeden z ciekawszych wątków na forum

Z dedykacją zapuszczam nowe cedeki :)
Załączniki
IMG_20230225_204925_compress33.jpg
Technics SL-100C, Luxman PD-444, Audio Craft AC-400, Audio Craft AC-3000, Focal Aria 936, ASR Emitter 1 plus, Phase Tech ea-3ii, Cambridge Audio Azur 840C
Felix1988
Posty: 4299
Rejestracja: 26 sty 2020, 12:31

Re: JAZZ CAFE - czego słuchamy

#2454

Post autor: Felix1988 »

darkman pisze:
24 lut 2023, 22:27
Wątek idzie w kierunku bycia forpocztą jedynych słusznych wytwórni, serii i reedycji.
To fakt, mający zapewne związek z tym, że większość najaktywniejszych w tymże wątku poznało jazz albo wczoraj, albo stosunkowo niedawno (dla wyjaśnienia - 10-15 lat to dla mnie też niedawno, bez urazy :)). Nie mają więc odpowiedniej perspektywy, zaś stare wydania choleeeerycznie drogie, tak więc mamy tu wysyp nowiuśkich edycji. Sam staram się wrzucać tu płyty mniej oczywiste: coś z serii Polish Jazz, praktycznie nieobecnej - co dziwi, jazz rocka czy z polskich, młodych wykonawców, ale zdaje się, że jestem w mniejszości - równie dobrze tytuł wątku mógłby brzmieć Reedycje rules! :)
Kwestii Twego wycofania się nie komentuję, bo wiadomo, że każdy wie co dla niego najlepsze - podkreślę tylko, że wątek BARDZO na tym straci, bo jesteś jedynym w nim, tak starym, wyjadaczem - młodzi już tak pisać nie potrafią, pomijając już to, że najczęściej nie za bardzo mają o czym.

Zaś w kontekście starego wydania 'Four" & More: może nie nówka w folii, ale płyta, która cieszy mnie, odkąd pamiętam: stare, solidne angielskie wydanie (może nawet pierwsze, bo A1/B1, ale nie wnikam za bardzo w takie szczegóły), klimat niesamowity: Billy Eckstine & Sarah Vaughan sings the best of Irving Berlin. Właśnie na życzenie żony włączyłem ponownie Cheek To Cheek, zamykający stronę A, robię więc za DJ-a w niedzielnym koncercie życzeń :)
Załączniki
Eckstine Vaughan.jpg
Awatar użytkownika
czaszka
Posty: 83
Rejestracja: 07 sie 2014, 10:01

Re: JAZZ CAFE - czego słuchamy

#2455

Post autor: czaszka »

Ja tam pisać nie umiem, dobra muzyka się sama obroni 8-)
A czy wywołuje w tobie jakieś emocje, czy spływa jak po kaczce, to już inna sprawa. De gustibus non est disputandum..

A wracając do sedna wątku:

Donald Byrd - Street Lady
Kolejne genialne, funkowe wcielenie Donalda. Dla mnie idealna płyta na niedzielę. No i ta ikoniczna okładka, która dopiero po rozłożeniu ma ręce i nogi :lol:

Compress_20230226_142034_4812.jpg
https://www.discogs.com/sell/release/4273114?ev=rb
Awatar użytkownika
Szelak
Posty: 1662
Rejestracja: 17 maja 2022, 11:14
Gramofon: Adam GS424/Lenco L75
Lokalizacja: Warszawa

Re: JAZZ CAFE - czego słuchamy

#2456

Post autor: Szelak »

Felix1988 pisze:
26 lut 2023, 10:15
staram się wrzucać tu płyty mniej oczywiste: coś z serii Polish Jazz, praktycznie nieobecnej - co dziwi
Cudze chwalicie swego nie ……..
Płyta, która mi się trafiła jest dziełem przypadku. Chęć pozyskania kompletnej dyskografii Mieczysława Kosza może być u mnie rezultatem kilkunastoletniej miłości do twórczości F.Chopina. Nie będę się rozpisywał, że romantyczny, dramatyczny nastrój buntu itp. Kosz wszystkie te cechy ma, był genialnym improwizatorem grającym z wnętrza duszy. Pozostawił niewiele nagrań ale i tak zdobyć je wszystkie wymaga dużego wysiłku, także finansowego. Mam już Reminiscence z epoki, mam 2 kasety magnetofonowe z Polonia Records, mam CD z Polish Radio Archives. Zamarzyło mi się mieć coś co nie doczekało się jeszcze reedycji na winylu, albo jakiejkolwiek powtórki, a mianowicie Mieczysława Kosza z serii Biały Kruk Czarnego Krążka PSJ. Znalazłem ofertę, dosyć tanią, aż przecierałem oczy ze zdziwienia, i czekałem zniecierpliwiony. Jakież było moje zdziwienie i złość jak zobaczyłem, że w paczce jest nie Kosz, a Tomasz Stańko z tej samej serii PSJ. Poszła natychmiast wiadomość z reklamacją. Początkowa złość i wku……, z każdą godziną zmieniała się w zaciekawienie, odsłuch. Jeszcze tego samego wieczoru poszła informacja, że nie roszczę sobie pretensji do wysyłki i zostawiam płytę.
Konkluzja. Mamy w Polsce wspaniałą historię jazzową, genialnych muzyków, jazz doskonale wpasowujący się w realia polskiego ducha, i przede wszystkim cudowną muzykę. Co do samego nagrania, wszakże płyty z 1976 roku, wytrasowanej w Pionkach, w nie jakiejś grubej ilości, prawda? Mogę donieść, z całą pewnością, że są to doskonałe nagrania. Przysięgam, robiłem porównania, i nie słyszę różnic dźwiękowych, z takimi tuzami jak współczesne AP, TP, o MoFi nie mogę nic powiedzieć, bo nic z tego nie mam. Można się delektować. Mogę tylko zachęcić. Nawet współczesne reedycje Polish Jazz, są na poziomie, i nie słyszałem by ktoś to kontestował, a mamy często płyty w cenach ….., a co ja będę mówił, sprawdźcie sami. A i materiału ile jest. Wystarczy prześledzić historyczny wątek tego forum. Co za bogactwo:
viewtopic.php?f=18&t=2367

A mi trafiło się to:

Stańko-Makowicz Unit :clap:
https://www.discogs.com/release/3592765 ... owicz-Unit
Załączniki
CD524DFD-8CC2-4CDB-AB74-E8214E181AFA.jpeg
BD126BF1-C1E1-4849-AFF2-8888D92233D4.jpeg
D844A576-E7FA-4474-8ADC-2129AA7CC4CF.jpeg
CE91DF4D-5983-4F80-8A7C-DD0C53D66DAE.jpeg
Ostatnio zmieniony 26 lut 2023, 16:14 przez Szelak, łącznie zmieniany 5 razy.
Awatar użytkownika
SimonTemplar
Posty: 4183
Rejestracja: 24 gru 2015, 14:28
Lokalizacja: UK

Re: JAZZ CAFE - czego słuchamy

#2457

Post autor: SimonTemplar »

czaszka pisze:
26 lut 2023, 14:23
Ja tam pisać nie umiem, dobra muzyka się sama obroni
A czy wywołuje w tobie jakieś emocje, czy spływa jak po kaczce, to już inna sprawa. De gustibus non est disputandum..
:clap:
czaszka pisze:
26 lut 2023, 14:23
No i ta ikoniczna okładka, która dopiero po rozłożeniu ma ręce i nogi
Nie da się ukryć ;)


To już ten czas kiedy rozsyłany jest Art Pepper od Craftów w wersji Stereo. Długo było czekać. Ktoś już dostał? :think:
Momo z okazji RSD pozamiatało ale już nie do dostania no chyba że z rynku wtórnego. Są już pierwsze recenzje. W skrócie okładka spaprana a płyta i dźwięk dobry …
AD5ADB86-6AB2-4A54-B4C9-03BA9F006AC8.jpeg
https://craftrecordings.com/products/ar ... s=e&_v=1.0
Awatar użytkownika
SimonTemplar
Posty: 4183
Rejestracja: 24 gru 2015, 14:28
Lokalizacja: UK

Re: JAZZ CAFE - czego słuchamy

#2458

Post autor: SimonTemplar »

Szelak pisze:
26 lut 2023, 15:31
Konkluzja. Mamy w Polsce wspaniałą historię jazzową, genialnych muzyków, jazz doskonale wpasowujący się w realia polskiego ducha, i przede wszystkim cudowną muzykę
:clap: Podpisuję się pod tym ręką i nogą!
Felix1988
Posty: 4299
Rejestracja: 26 sty 2020, 12:31

Re: JAZZ CAFE - czego słuchamy

#2459

Post autor: Felix1988 »

SimonTemplar pisze:
26 lut 2023, 15:36
Szelak pisze:
26 lut 2023, 15:31
Konkluzja. Mamy w Polsce wspaniałą historię jazzową, genialnych muzyków, jazz doskonale wpasowujący się w realia polskiego ducha, i przede wszystkim cudowną muzykę
:clap: Podpisuję się pod tym ręką i nogą!
Wrzucając do tego wątku niemal wyłącznie - mogłem coś przeoczyć - płyty zagranicznych wykonawców :lol:
Awatar użytkownika
SimonTemplar
Posty: 4183
Rejestracja: 24 gru 2015, 14:28
Lokalizacja: UK

Re: JAZZ CAFE - czego słuchamy

#2460

Post autor: SimonTemplar »

Felix1988 pisze:
26 lut 2023, 16:26
Zwróciłem tylko uwagę na to, że przed chwilą zadeklarowałeś uwielbienie dla rodzimego jazzu, ale za bardzo w tym wątku tego nie widać - ot, taka drobna rozbieżność :)

Spoko Felixie :D Od polskiego zaczynałem poznawać Jazz.
Jak by nie Komeda, Stańko, Garbarek czy Urbaniak a i z młodych od Mazola, Więcka, Wasilewskiego po innych to bym kto wie jak w życiu skończył :lol: Rozkochałem się na nowo w muzyce.

Chciałbym tylko parę słów wtrącić od siebie Panowie co do dziwnej energii ostatnio tutaj… Jakoś tak krzywdząco to wygląda. Darkman niespodziewanie wyskoczył ze swoją opinią co mu się nie podoba. I dobrze. Ma prawo! Kulturalnie pociągnął na odchodnego i ok. Ale te pretensje o poziom wątku są … :think: no kurczę pieczone.
Przypomnę że KAŻDY miał tu prawo wrzucać to, co go jara. Czym się chce podzielić. Coś polecić. Coś porównać. Wstawić co słucha. Po to był ten wątek zakładany przecież. Żadne tam ścisłe ramy i VIPy… Ogólnie o wszystkim w obrębie Jazzu. Jednego kręci to drugiego tamto. Zawsze ktoś z boku mógł z tej różnorodności coś dla siebie wyciągnąć. Owszem siada temat nieraz. Ja pracuję i to sporo. Dom rodzina na hobby jakim jest to forum nie jest za wiele czasu. Proza życia. Przecież to jest open space dla wszystkich! Nikt nikomu nie zabrania przejąć inicjatywę w danym dniu i nawijać o jazzie po swojemu. Do tego za free to chłopaki robią. Nikt tu też nie wymaga od drugiego (chyba?! :pray: ) doktoranckich wywodów. Pisać i dzielić się tym co w danej chwili wam sprawia frajdę.
PEACE Panowie i super by było przejść do muzyki a nie robić z igły widły. Tak jak ja to chyba trochę robię teraz.
Mało kwasu na codzień w koło mamy i podnoszenia ciśnienia? Ja uciekam w muzykę bo Jazz Fajny Jest.
Ostatnio zmieniony 26 lut 2023, 16:55 przez SimonTemplar, łącznie zmieniany 2 razy.
ODPOWIEDZ