– Ewolucji-srucji, a patrz, skąpy dziadu, ten jest za grosze, a Direktantrieb ma i duży talerz ze złotą felgom, szyba cała, das okazja po prostu – zaczął trajkotać, jak to on.
– Zielony głąbie, toć to bida straszna, półautomat i jeszcze ktoś mu oryginalny odważnik z olejem i nastawnym tłumieniem skroił i powiesił zwykły, plastykowy – odburknąłem
– Plastykowy-srowy, bierz, ciężarek się dokupi – odparł wyraźnie ożywiony Planeta, któremu od słynnego wystąpienia przyszłego premiera wszystko się tylko już z sraniem kojarzy.
✱ ✱ ✱
W sumie to się bardzo nie broniłem, zawsze miałem słabość do bezsensownych wynalazków co to miały zmienić wszystko a nie zmieniły nic i wszyscy o nich zapomnieli.
Takoż i było z tym nieszczęsnym ULM-em, rzekomo rewolucyjnym systemem z 1979 roku. Cały das witz polegał na odchudzeniu efektywnej masy wkładki i całego ramienia o ponad połowę – chwalono się, że z 18 do 8 gram. W efekcie miało nastąpić lepsze granie (no przecież) oraz mniejsze drapanie płyt. A przede wszystkim niewrażliwość na powyginane płyty.
W jednej z reklam tego ULM Dual pisał tak:
Ta geometria to oczywiście upór Duala w stosowaniu prostych ramion, który to upór doprowadził Niemców prosto na śmietnik technologicznej historii. Bo geometria-sretria, wzory-śmory ale krzywe ramię jak się je jeszcze pochromuje, pogrubasi i w deskę z werniksem wetknie, to ono jest po prostu seksi, a jak coś jest seksi to i majlsy dewisy i pinkflojdy basy sprężyste i średnice o niebo lepsze z tego słychać, to jest proszę niemieckiego państwa elementarz w tym biznesie. Zaś druga lekcja, ta z fizyki, miała dotyczyć właśnie superlekkich ramion Ultra Low Mass.W ostatnich latach dawaliśmy innym producentom gramofonów lekcje geometrii. Tym razem kolej na lekcję fizyki
Tutaj akurat wtopa była nie tylko estetyczna (te ramiona z tą śmieszną chudą wkładką na końcu są po prostu szpetne) ale i biznesowa, bo wybór wkładek był w zasadzie żaden.
I tak jak to ze dwa razy w niemieckiej historii bywało, miał być podbój świata a przyszedł Stalingrad i kwit od komornika.
✱ ✱ ✱
Do rzeczy. Nabyty i jest. Typowy stary jeszcze Dual, jakich z Planetą ożywilim i wypucowalim już parę, jeszcze na grubej blasze która pływa na sprężynach wewnątrz skrzynki udającej czorne drewno. Wielki plus.
606 pojawił się chyba też w roku 1979, dumnie ogłaszano, że nie różni się niczym od topowych modeli poza brakiem automatyki. Ma za to śmieszny dynks do obsługi po ciemku, o czym będzie niżej.
W katalogu 1981 nasz 606 zakopany już jest na końcu, na przodzie świecą już te paskudy w ohydnym udającym srebro plastyku i to one tym swoim ULM-em miały zawojować świat. Czym się to wojowanie skończyło, było wyżej.
Set do konwersji na 1/2 cala bywał w fabrycznym pudle, tutaj go brak. Tak samo jak tego zabawnego ciężarka z nastawnym antyrezonatorem, który podobno miał w sobie olej. Wspomniany jest w amerykańskiej instrukcji obsługi, jest tam nawet tabela nastaw dla kilku typów wkładek, i to jest ciekawa sprawa, bo na wszystkich zdjęciach 606 jakie znalazłem jest ten bidny jak i w tym naszym, na plastykowym trzpieniu. Może był tylko w gramofonach sprzedawanych za oceanem? Cóż, szkoda, akurat taki nastawny byłby fajoski.
– Stary sknero, po co były te dramaty gaci rwania, ten dualik jest całkiem w pąsiu – zawołał z zachwytem Planeta.
I trochę zielony skurczymelon ma rację, bo na tle poprzednich zdobyczy kapitana to nówka sztuka, gabinetowy stan, bo ma ino dwie wtopy. Poprzedni właściciel próbował coś motać z wkładką i urwał czorny kabelek od zerowania rurki ramienia, więc brumi. To raz
I dwa: kable – orginalne niskopojemnościowe podmieniono na jakieś audiotrele acusa jak od ciocinego prodiża, z półtora kilo na półtora metra, łojezu.
Na osłodę 606 ma ten absolutnie rozbrajający patent dla ociemniałych. Otóż jest tam takie śmiszne pokrętełko z pozycjami V i –. Jak nastawi się pokrętełko na V, to przesuwając ramię nad płytą da się wyczuć opór tam, gdzie jest początek płyty. Kapitalne!
A co namotane było z masami, to ja was nie mogę. Po urwaniu czarnego kabelka od masy ramienia ktoś ostro drutował zwierając wszystko ze wszystkim:
Niestety, urwany czorny kabelek od zerowania rurki oznacza, że trzeba wymienić wszystkie w tej rurce, co niestety równa się demontaż ramienia, bo za diabła inaczej tego nie idzie wyciągnąć.
Te kolorowe koszulki to też chyba jakieś rękodzieło artystyczne, bo z tego co widziałem na zdjęciach orginalnie ich nie było: Zamówiłem 400 metrów licy nawojowej, będę licowym liclordem, trudno, bo na metry nie znalazłem. No i kable założymy Klotz AC106, mają 95pF/m, powinny podejść, te prodiżowe idą oczywiście won.
Bierzemy się do roboty, czary smary i będzie grać, szkoda czasu. Jakby co, będziem pytać, trochę mamy pietra rozbierać to ramię, ale kto nie ryzykuje, ten ze Stalingradu nie wraca. Ot, co.