Jako, że to mój pierwszy post, nie chciałem zasypywać Was pytaniami, a postanowiłem sobie, że dołożę od siebie małą cegiełkę, także nie pytałem, dużo czytałem i oto jest efekt:
Wszystko zaczęło się od kilku tygodni czytania i pochłaniania informacji na temat polecanych gramofonów, wkładek i podstaw związanych z kalibracją. Potem nadszedł etap polowania na portalach aukcyjnych i ogłoszeniowych na TĘ ofertę - a oferta była nieprzeciętna jak na pierwszy gramofon.
Opis sprzedającego:
"Stan jak na zdjęciu, nie sprawdzany, rozwalona skrzynka, na części, pokrywa w komplecie, brak na zdjęciu.
Sprawdzono tylko to co opisane powyżej, cała reszta nie została sprawdzona ani przetestowana."
Co bardziej obeznani w serwisach aukcyjnych pewnie kojarzą tego typu lakoniczne opisy

Jedno ze zdjęć: Bazując na niedawno zdobytej wiedzy, opisie sprzedającego i zdjęciach wiedziałem tyle: rozwalona obudowa, rozwalona pokrywa, brak headshell'a i wkładki, brak dodatkowej przeciwwagi do cięższych wkładek, brak maty i krążka do singli.
Ale zaryzykowałem i udało się za (relatywnie) niewielkie pieniądze kupić te zwłoki. W głowie miałem tylko myśl "Japończyki z tamtych lat, to proste i wytrzymałe konstrukcje. Jak tylko nikt po nim nie skakał, to uda się go odratować..."
Po niecałym tygodniu przyszła paczka. Po powrocie z pracy od razu zabrałem się za oględziny, które, miałem nadzieję, nie okażą się tylko i wyłącznie sekcją zwłok. Sprawdziłem w jakim stanie są wszystkie luty, czy mechaniczne części nie są zapieczone itd. Potem nadszedł jeden z ważniejszych momentów - czas podpiąć do sieci i sprawdzić, czy silnik ruszy - udało się, ruszył! Największa niewiadoma i największa przeszkoda pokonane!
Kiedy wiedziałem, że czuję puls i jest warto dalej prowadzić reanimację przyszedł czas na czyszczenie, smarowanie, eliminacje luzów i całą zabawę w podstawowy serwis (w czym nieocenioną pomocą był ten wpis na blogu http://mr-ives.blogspot.com/2013/07/res ... table.html).
W miedzy czasie dogadałem się z sąsiadem, który zmajstrował sobie w piwnicy mini warsztat, że za kilka Tatr, odbuduje obudowę jeśli tylko ja załatwię materiały. Uścisk dłoni na zgodę, kilka dni (i piw) później otrzymałem gotową obudowę w stanie surowym. W tym momencie poszły w ruch puszka szpachli i narzędzia.
Po kilku dniach pacjent prezentował się tak:
A dziś z okazji wizyty u teściów, wykorzystując ładne przedpołudnie i ogród z trzepakiem, pomalowałem obudowę:
W okresie między budową obudowy, a wykończeniem jej, dokupione i zamontowane zostały: wkładka AT-95E, headshell Ortofon SH-4 oraz skórzana mata od Tonar. Wszystko udało się, dzięki lekturze forum, skalibrować bez problemu

W efekcie pacjent żyje i do tego ma się świetnie!
Na koniec chciałbym jeszcze raz podziękować Wam wszystkim, którzy tworzycie to forum, bo bez Was nie podjąłbym się takiego wyzwania i nie udało by się uratowanie tego staruszka
