Na warsztacie DUAL PA-5060...
-
szczepan_def
- Posty: 879
- Rejestracja: 28 sty 2017, 14:25
- Gramofon: DUAL 455
Na warsztacie DUAL PA-5060...
Cześć Wszystkim, Relacja z reanimacji już wkrótce...łatwo nie było 
Too many tubes, too little time...
-
szczepan_def
- Posty: 879
- Rejestracja: 28 sty 2017, 14:25
- Gramofon: DUAL 455
Re: Na warsztacie DUAL PA-5060...
To była wyjątkowa okazja, przynajmniej na papierze. Kiedy w końcu kurier dostarczył paczkę z klasycznym wzmacniaczem Dual PA 5060, od razu zabrałem się do oględzin. Liczyłem na prostą naprawę, może jakieś czyszczenie i wymianę kondensatorów. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej wymagająca...ściągając takie klamoty do domu za grosze nie spodziewałem się w środku "krewetek z szampanem"
Wstępna analiza techniczna szybko zweryfikowała stan zniszczenia urządzenia.
Pierwszy strzał: potencjometr głośności. Gałka kręciła się podejrzanie luźno, a po zdjęciu obudowy
– oś potencjometru była doszczętnie wyrwana z czeluści mechanizmu...
Drugi strzał, znacznie cięższego kalibru: po podłączeniu do sieci i wciśnięciu włącznika nastała grobowa cisza. Transformator nie dawał absolutnie żadnych oznak życia. Co ciekawe, poza tymi dwoma defektami, „na oko” na płytkach drukowanych nie było widać żadnych śladów spalenizny, spuchniętych kondensatorów czy popalonych ścieżek. Wizualnie stan idealny, technicznie – trup. Przecież nie wyrzucę - no to do roboty
Na pierwszy ogień poszło zasilanie. Wymontowałem potężny transformator z obudowy i ściągnąłem blachy osłonowe. rdzeń niestety okazał się fabrycznie spawany. W tym momencie wiedziałem, że nie mam nic do stracenia – trafo i tak było przeznaczone na straty, więc zabrałem się za otwieranie...
Wziąłem do ręki szlifierkę i precyzyjnie potraktowałem miejsca spawów, aby rozpołowić rdzeń. Kiedy to się udało, zaczął się żmudny proces: odwinąłem podwójne uzwojenie wtórne, licząc zwoje aż dotarłem do punktów łączeniowych z bezpiecznikiem termicznym ukrytym głęboko pod warstwami izolacji. Zanim jednak zacząłem bezmyślnie rozwijać uzwojenie pierwotne, postanowiłem sprawdzić sam termik. Multimetr potwierdził diagnozę – brak przejścia.
Winowajca unieruchomienia całego wzmacniacza został odnaleziony. Wtedy też zagadka się wyjaśniła. Przyjrzałem się parametrom uszkodzonego elementu, fabryczny termik był przystosowany do napięcia 125 V, podczas gdy w naszym kraju w sieci mamy nieco inne napięcie, co ciekawe pod tabliczką jest przełącznik pierwotnego na 120/220/240v. Wymieniłem uszkodzony bezpiecznik termiczny na nowy o odpowiednich parametrach dla 240 V, a potem zaczęła się droga powrotna. Składanie transformatora w odwrotnej kolejności: ponowne nawijanie, ułożenie rdzenia, ściśnięcie blach spawanie i zabezpieczenie całości. W czasie, gdy walczyłem z miedzią i żelazem , sprawą beznadziejnego potencjometru zajął artysta w swoim fachu. Choć element wydawał się kompletnym denatem, po kilku tygodniach odebrałem go w stanie "odbudowanym", chociaż finalnie musiałem księżyc od balansu dogiąć przez tą milimetrową szparę co nie było łatwe ale się udało.
W międzyczasie wymieniłem elektrolity, duże zostały - nie wykazywały zużycia, Gdy wszystkie elementy wróciły na swoje miejsce, nadszedł moment prawdy. Palec na włącznik, klik – i zamiast ciszy usłyszałem satysfakcjonujące kliknięcie przekaźnika. Wzmacniacz ożył,pomiar napięć, ustawiony prąd spoczynkowy zrobione podstawowe testy - sygnały-obciążenie-char. częstotliwości - bez uwag
Uratowany przed hutą Dual PA-5060 zagrał dynamicznym dźwiękiem, dając mi ogromną satysfakcję z kolejnej udanej reanimacji. Pyrsk
Wstępna analiza techniczna szybko zweryfikowała stan zniszczenia urządzenia.
Pierwszy strzał: potencjometr głośności. Gałka kręciła się podejrzanie luźno, a po zdjęciu obudowy
Drugi strzał, znacznie cięższego kalibru: po podłączeniu do sieci i wciśnięciu włącznika nastała grobowa cisza. Transformator nie dawał absolutnie żadnych oznak życia. Co ciekawe, poza tymi dwoma defektami, „na oko” na płytkach drukowanych nie było widać żadnych śladów spalenizny, spuchniętych kondensatorów czy popalonych ścieżek. Wizualnie stan idealny, technicznie – trup. Przecież nie wyrzucę - no to do roboty
Na pierwszy ogień poszło zasilanie. Wymontowałem potężny transformator z obudowy i ściągnąłem blachy osłonowe. rdzeń niestety okazał się fabrycznie spawany. W tym momencie wiedziałem, że nie mam nic do stracenia – trafo i tak było przeznaczone na straty, więc zabrałem się za otwieranie...
Wziąłem do ręki szlifierkę i precyzyjnie potraktowałem miejsca spawów, aby rozpołowić rdzeń. Kiedy to się udało, zaczął się żmudny proces: odwinąłem podwójne uzwojenie wtórne, licząc zwoje aż dotarłem do punktów łączeniowych z bezpiecznikiem termicznym ukrytym głęboko pod warstwami izolacji. Zanim jednak zacząłem bezmyślnie rozwijać uzwojenie pierwotne, postanowiłem sprawdzić sam termik. Multimetr potwierdził diagnozę – brak przejścia.
Winowajca unieruchomienia całego wzmacniacza został odnaleziony. Wtedy też zagadka się wyjaśniła. Przyjrzałem się parametrom uszkodzonego elementu, fabryczny termik był przystosowany do napięcia 125 V, podczas gdy w naszym kraju w sieci mamy nieco inne napięcie, co ciekawe pod tabliczką jest przełącznik pierwotnego na 120/220/240v. Wymieniłem uszkodzony bezpiecznik termiczny na nowy o odpowiednich parametrach dla 240 V, a potem zaczęła się droga powrotna. Składanie transformatora w odwrotnej kolejności: ponowne nawijanie, ułożenie rdzenia, ściśnięcie blach spawanie i zabezpieczenie całości. W czasie, gdy walczyłem z miedzią i żelazem , sprawą beznadziejnego potencjometru zajął artysta w swoim fachu. Choć element wydawał się kompletnym denatem, po kilku tygodniach odebrałem go w stanie "odbudowanym", chociaż finalnie musiałem księżyc od balansu dogiąć przez tą milimetrową szparę co nie było łatwe ale się udało.
W międzyczasie wymieniłem elektrolity, duże zostały - nie wykazywały zużycia, Gdy wszystkie elementy wróciły na swoje miejsce, nadszedł moment prawdy. Palec na włącznik, klik – i zamiast ciszy usłyszałem satysfakcjonujące kliknięcie przekaźnika. Wzmacniacz ożył,pomiar napięć, ustawiony prąd spoczynkowy zrobione podstawowe testy - sygnały-obciążenie-char. częstotliwości - bez uwag
Uratowany przed hutą Dual PA-5060 zagrał dynamicznym dźwiękiem, dając mi ogromną satysfakcję z kolejnej udanej reanimacji. Pyrsk
Too many tubes, too little time...
- mrcnoos
- Posty: 4732
- Rejestracja: 26 gru 2018, 08:40
- Gramofon: Składak
- Lokalizacja: pomorskie
- Jozi
- Posty: 2157
- Rejestracja: 28 sty 2022, 02:57
- Gramofon: Sony PS-X60
- Lokalizacja: Pastwiska City
Re: Na warsztacie DUAL PA-5060...
No brawo TY.

[Sony PS X60,VM540ML, Shure V15III-Sas, Sony XL 45,pre @Jaculek-(Analog)]
[ Tidal Hifi, Wiim Pro Plus, Onkyo 7030C-(Cyfra)] Yamaha A-S701, Heco Professional 650 ]
[ Tidal Hifi, Wiim Pro Plus, Onkyo 7030C-(Cyfra)] Yamaha A-S701, Heco Professional 650 ]
- chudy_b
- Posty: 4172
- Rejestracja: 05 lis 2013, 14:54
- Lokalizacja: Wólka
Re: Na warsztacie DUAL PA-5060...
Dziwna sprawa z tymi termikami. Dzisiaj oglądałem film Adamka z naprawy bodajże Onkyo z padniętym zabezpieczeniem trafa. Sam też miałem taką przygodę w gramofonie Sony. Żadnego przeciążenia, a bezpiecznik padł. Coś jest na rzeczy.